środa, 14 maja 2014

Najlepsza przynęta

NAJLEPSZA  PRZYNĘTA

   Jaka jest waszym zdaniem najlepsza przynęta?, no powiedzmy na leszcza. Na pewno każdy ma jakąś swoją. Ktoś powie kukurydza, inny kolanka makaronu, jeszcze inny stwierdziłby, że to kanapka, albo białe robaki, a na inne przynęty w ogóle nie ma sensu łowić. A jaką przynętą złowimy metrowego szczupaka? - pewnie  woblerem, wahadłówką,
jakąś gumą lub obrotówką. Tak na prawdę cały zestaw przynęt moglibyśmy ustalić dla każdego z  gatunków przez nas poławianych ryb. Zdarzają się jednak czasem pewne odstępstwa od naszych reguł. Słyszałem o przypadku złowienia ogromnego szczupaka na kukurydzę. Mój sąsiad skutecznie poławia leszcze na ogromne rosówki z tajemniczym dipem. Płocie biorą na spinning, a liny chętnie atakują błystkę podlodową... i tak dalej. 
To wspaniałe, że wędkarstwo może być takie zaskakujące...

wtorek, 13 maja 2014

                                                           SŁOWA  WSTĘPU

          Pisząc tego bloga absolutnie nie chcę się wymądrzać, dawać niezliczonych rad, chwalić się złowionymi przez siebie rybami, czy wymyślać niestworzone bajki o szczupakach pożerających kaczki i bobry, trzymetrowych sumach, piraniach w Brdzie itp.
nie,  moim celem jest po prostu stworzenie bloga (takie to właśnie niesłychanie nudne zadanie dostałem od pana prof. na informatykę), a jedyne o czym lubię mówić i słuchać (od znawców tego sportu) to WĘDKARSTWO.
Jego historia sięga 10 tys. lat i do tej pory nie znudziła się ludzkości.

  

Moja najdziwniejsza przygoda zeszłego lata

MOJA NAJDZIWNIEJSZA PRZYGODA
 - jeśli myślicie, że na dnie jeziora nie może być lasu, to przeczytajcie tego posta
A wiadomo - w lasach są ukryte skarby...

    Pewnego lipcowego, niezwykle upalnego wakacyjnego dnia postanowiłem uparcie, mimo dezaprobaty taty, wypłynąć jego łódką na połów okoni. Czułem, że pasiaste ryby będą brały, ponieważ wiał dość mocny, lecz ciepły wiatr z południowego- zachodu. Poprzedniego dnia, tak jak w kilka jeszcze wcześniejszych dni. żadną przynętą nie dało się sprowokować do brania. Ryby czasem tak mają... Pomyślałem więc, że teraz powinno być inaczej. Nie spodziewałem się jednak nieoczekiwanej przygody, która zdarzyła mi się tego dnia. 
    Mój tata wiedział, iż uwielbiam łowić sam z jego łódki. On też jest zapalonym wędkarzem, a wędkarz wędkarza zrozumie. Bardzo szybko się zgodził, abym popłynął tam, gdzie moje myśli. Zabrałem więc z radością swój sprzęt i zszedłem w dół do brzegu jeziora, gdzie do drzewa była przymocowana łódka taty. Wylałem wodę i umieściłem w niej rzeczy, które zabrałem ze sobą. Następnie zabrałem się do uwolnienia łódki z mosiężnej, niezwykle zardzewiałej kłódki. Siłowanie się z nią zajęło mi niemal pół godziny, toteż nieźle się zmęczyłem. Niestety, wiatr również mi nie pomagał: utrudniał płynięcie i zakotwiczenie na stromym stoku podwodnej górki, która była moim ulubionym łowiskiem okoni. Gdy już udało mi się pokonać wiatr, wyjąłem swoje okoniowe przynęty i w końcu zacząłem łowienie. Spinningowanie było czystą przyjemnością: co trzeci, czwarty rzut czułem delikatne, lecz energiczne puknięcie i mogłem cieszyć się holem pasiastego wojownika. Nagle zauważyłem, że w okolicach szczytu podwodnej górki, gęsto obrośniętej przez wywłócznika drobnica w popłochu wyskakuje z wody. Okonie szalały. Natychmiast posłałem tam małe kopytko. branie było momentalne. Mój Fenwick wygiął się w pałąk. a hamulec kołowrotka cicho zaterkotał. Byłem podekscytowany i zaciekawiony, jaka to ryba pochwyciła mą przynętę. Po chwili zauważyłem, że wędzisko przestaje drgać, zaś zaczął narastać tępy opór. Oczami wyobraźni widziałem dwumetrowego suma, jak ogon wystaje mu z łódki. Niestety z każdą następną chwilą zmniejszał się mój entuzjazm, bowiem to nie ryba była na końcu wędki lecz... drzewo. Hol trwał bardzo długo. Wciąganie owego drzewa do łódki również nie było łatwe. Ważyło około czterdziestu kilogramów i miało długość czterech metrów. Może to nie sekwoja, ale takie coś na środku jeziora, kto by pomyślał? Zrobiłem kilka zdjęć. Odkładając aparat ujrzałem coś błyszczącego w gałęziach. Na zwoju żyłki wisiała amerykańska obrotówka z czerwonym obciążnikiem i miedzianą, niklowaną paletką. Prawdziwy skarb! 
    Po przypłynięciu do brzegu wyczyściłem ją i z dumą włożyłem do kuferka. Wyobraziłem sobie, że kiedyś złowię na nią swój rekordowy okaz okonia. Stwierdziłem też, iż takie przygody zdarzają się rzadko.  


 

niedziela, 11 maja 2014

Zagadkowy sąsiad

ZAGADKOWY SĄSIAD
      
      Po całym dzieciństwie spędzonym nad moim Jeziorem Szpitalnym obłupianym przez rybaków (niezarybianym) na łowieniu niewielkich wzdręg, okonków, płotek i krąpików, na marzeniu o wielkiej rybie (wtedy wystarczyłby mi kilogramowy leszcz) spotkało mnie coś niezwykłego...
          Pewnego zwyczajnego lata pojawił się na działkach nowy sąsiad, który swój kawał ziemi wykupił od niemiłego syna gospodarza. On sam był bardzo miły, wraz z żoną przywitał się z wszystkimi działkowcami, opowiadał o sobie i zaprosił nas do siebie. Mówił, że jest aktorem, bywa w Krakowie i Katowicach, za rok odbierze nagrodę Gloria Artis (nie mówił nic o wędkarstwie). Po paru dniach znów się pojawił przy naszym płocie. Powiedział: ,,Mógłbym prosić młodego wędkarza". Oczywiście podekscytowany iż chodzi o mnie zgodziłem się. Prowadził mnie w dół nad jezioro. Opowiadał ciągle po drodze o wędkarstwie i że chce mi coś pokazać. Gdy byliśmy już na dole pokazał mi to  owo ,,coś": za krzakiem na desce dojrzałem ogromnego leszcza (!). Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Takiego jeszcze nie widziałem. Sąsiad delikatnie się uśmiechnął. Wydał mi się jeszcze bardziej tajemniczy.
Leszcz był prawdziwym okazem. Ważył ponad 4 kilogramy i miał więcej niż 60 centymetrów.
Taki nawet mi się nie śnił, a tu zupełnie nowy gość pokazuje taką rybę, mi miejscowemu, niby dobrze obeznanemu w charakterystyce ichtiofauny tego jeziora wędkarzowi. Spytałem się go więc na jaką przynętę udało mu się upolować tego olbrzyma. Odpowiedział, że na pęczek rosówek. Otwarłem szeroko oczy i odparłem: ,,aa...". 
To wydarzenie miało ogromny wpływ na moją wędkarską psychikę. Zacząłem wierzyć mocniej, że łowienie dużych ryb na tym jeziorze jest najzupełniej realne. Niestety mi się dalej nie udawało, a sąsiad dalej łowił... Parokilogramowe leszcze, szczupaki, okonie, płocie... nawet pokazał mi Rekord Polski wzdręgi, ponad dwa kilogramy wędkarskiego szczęścia. Łowił także duże, białawe miętusy i piękne liny ku mojemu ogromnemu zdziwieniu. No po prostu szczęka opada. Na szczęście potem sam zacząłem łowić duże, ale nie aż takie...  Może kiedyś uda mi się odkryć jego sekrety.
 A czy Ty,Drogi Czytelniku masz zagadkowego sąsiada...        

sobota, 10 maja 2014

Charakterystyka majowych zmian w pogodzie


          ,, W przyrodzie nic nie dzieje się bez przyczyny. Na to charakterystyczne ,,pęknięcie" maja wpływa zjawisko, które występuje cyklicznie i nazywane jest ,,zimnymi ogrodnikami" (wspomnienie świętych Pankracego, Serwacego i Bonifacego w dniach 12 - 14 maja) lub ,,zimną Zośką" (15 maja). Przyczyną tego zjawiska są wyże, kształtujące się w tym czasie nad Atlantykiem, które wraz z niżami skandynawsko-rosyjskimi wpychają  do Polski ochłodzone powietrze znad koła podbiegunowego. Wieloletnie obserwacje meteorologiczne wskazują, że w zależności od roku zjawisko to może wystąpić pomiędzy 10 a 17 maja, a spadek temperatury z dnia na dzień przekroczy 10 stopni Celsjusza. Generalnie maj jest miesiącem bardzo pogodowo niestabilnym"
     Obserwacje pokoleń wędkarzy potwierdzają to, co każdy z nas wyczuwa instynktownie - - maj to miesiąc, który w części należy do fenologicznego przedwiośnia (które to okresy datuje się na czas pomiędzy 10 kwietnia a 20 maja). druga połowa miesiąca to z kolei fenologiczna pełnia wiosny, datowana pomiędzy 20 maja a 10 czerwca. (Wyjaśnienie: fenologiczne pory roku są wyznaczane przez rozwój liści, kwitnienie, rozsiewanie nasion, zrzucanie liści i inne fazy rozwoju, zwane fazami fenologicznymi określonych gatunków roślin. Ich czas trwania także może się zmieniać.).

Majowe anomalia

MAJOWE ANOMALIA

         Ostatnio, szukając informacji na temat aktywności ryb, znalazłem ciekawe opowiadanie/artykuł znanego wędkarskiego specjalisty białorybu, który opisał ciekawe opracowanie, które  w postaci graficznego wykresu obrazowało dynamikę żerowania w poszczególnych miesiącach wielu gatunków ryb, w tym także i tych szczególnie mnie interesujących - czyli płoci, leszczy, krąpi, linów, wzdręg. Charakterystyczne były wykresy dotyczące maja - w każdym bez wyjątku przypadku od poziomu średniego lub niskiego na początku miesiąca do wysokiego pod koniec, z charakterystycznym załamaniem wykresu mniej więcej w połowie miesiąca. Mówił, że w żadnym innym miesiącu aż takiego skoku (i charakterystycznego załamania) nie było. Według wykresu największy majowy ,,pik" brań widoczny jest w przypadku lina. od wartości, którą można określić jako ,,zaledwie dostateczna" na początku miesiąca, aż do maksimum pod koniec. warto zaznaczyć, że to szczyt jego aktywności w skali całego roku. w przypadku płoci, wzdręg i krąpi, a także leszcza ten wykres jest podobny - stroma, rosnąca krzywa, która w następnych miesiącach płynnie przechodzi w letni szczyt aktywności żerowej.
         

piątek, 9 maja 2014

majówka

                                                     M A J Ó W K A

   Jednym z moich ulubionych wędkarsko miesięcy jest właśnie maj. To wspaniały, piękny miesiąc, gdy przyroda pokazuje nam kwintesencje piękna wiosny. Dla wielu z wędkarzy to początek sezonu. Wiele gatunków ryb (np.:szczupak) po skończonym tarle zaczyna intensywnie żerować.
      1 maja to dla niemal każdego ,,moczykija" czas na szczupaki. Pozostałe ryby schodzą na drugi plan, ba - jakby nie istniały. Liczy się tylko i wyłącznie szczupak! Ja również należę  tych tradycjonalistów i nie wyobrażam sobie majówki bez tego znakomitego drapieżnika.
Szczupak jest rybą absolutnie wyjątkową - musimy o tym pamiętać chcąc ją wciąż łowić. po szczęśliwie zakończonym holu pomyślmy, czy rzeczywiście potrzebne jest nam szczupacze mięso na kolację? Jeśli nie, zwróćmy szczupakowi wolność i miejmy nadzieję na kolejne spotkanie z nim lub większym krewniakiem.
      Jest wiele metod poławiania tej ryby. Na pewno każdy z nas ma swoją ulubioną, sprawdzoną. Absolutnie żadnej nie neguje (oprócz tych niedozwolonych). W prasie wędkarskiej znajdziemy ich dokładne opisy, porady specjalistów, najlepsze łowiska itp. Uważam jednak, że dobrym nauczycielem w tych sprawach jest przede wszystkim także doświadczenie. Obserwujmy przyrodę, wyciągajmy wnioski z naszych wypraw i uczmy się na błędach. Każdy może być specjalistą i przy odrobinie wprawy odnosić sukcesy. Nie przejmujmy się niepowodzeniami lecz cieszmy się pięknymi chwilami nad wodą, z dala od ludożerców...

Majówka - hajda na szczupaki i basta!