niedziela, 11 maja 2014

Zagadkowy sąsiad

ZAGADKOWY SĄSIAD
      
      Po całym dzieciństwie spędzonym nad moim Jeziorem Szpitalnym obłupianym przez rybaków (niezarybianym) na łowieniu niewielkich wzdręg, okonków, płotek i krąpików, na marzeniu o wielkiej rybie (wtedy wystarczyłby mi kilogramowy leszcz) spotkało mnie coś niezwykłego...
          Pewnego zwyczajnego lata pojawił się na działkach nowy sąsiad, który swój kawał ziemi wykupił od niemiłego syna gospodarza. On sam był bardzo miły, wraz z żoną przywitał się z wszystkimi działkowcami, opowiadał o sobie i zaprosił nas do siebie. Mówił, że jest aktorem, bywa w Krakowie i Katowicach, za rok odbierze nagrodę Gloria Artis (nie mówił nic o wędkarstwie). Po paru dniach znów się pojawił przy naszym płocie. Powiedział: ,,Mógłbym prosić młodego wędkarza". Oczywiście podekscytowany iż chodzi o mnie zgodziłem się. Prowadził mnie w dół nad jezioro. Opowiadał ciągle po drodze o wędkarstwie i że chce mi coś pokazać. Gdy byliśmy już na dole pokazał mi to  owo ,,coś": za krzakiem na desce dojrzałem ogromnego leszcza (!). Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Takiego jeszcze nie widziałem. Sąsiad delikatnie się uśmiechnął. Wydał mi się jeszcze bardziej tajemniczy.
Leszcz był prawdziwym okazem. Ważył ponad 4 kilogramy i miał więcej niż 60 centymetrów.
Taki nawet mi się nie śnił, a tu zupełnie nowy gość pokazuje taką rybę, mi miejscowemu, niby dobrze obeznanemu w charakterystyce ichtiofauny tego jeziora wędkarzowi. Spytałem się go więc na jaką przynętę udało mu się upolować tego olbrzyma. Odpowiedział, że na pęczek rosówek. Otwarłem szeroko oczy i odparłem: ,,aa...". 
To wydarzenie miało ogromny wpływ na moją wędkarską psychikę. Zacząłem wierzyć mocniej, że łowienie dużych ryb na tym jeziorze jest najzupełniej realne. Niestety mi się dalej nie udawało, a sąsiad dalej łowił... Parokilogramowe leszcze, szczupaki, okonie, płocie... nawet pokazał mi Rekord Polski wzdręgi, ponad dwa kilogramy wędkarskiego szczęścia. Łowił także duże, białawe miętusy i piękne liny ku mojemu ogromnemu zdziwieniu. No po prostu szczęka opada. Na szczęście potem sam zacząłem łowić duże, ale nie aż takie...  Może kiedyś uda mi się odkryć jego sekrety.
 A czy Ty,Drogi Czytelniku masz zagadkowego sąsiada...        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz